Kilka lat temu, wraz z moją ówczesną narzeczoną, wsiedliśmy w pociąg z Warszawy do Łodzi i pojechaliśmy odwiedzić Marka Edelmana.
Chcieliśmy żeby udzielił nam krótkiego wywiadu. Przez telefon Edelman się zgodził.
Taksówka z Łodzi Kaliskiej wysadziła nas na osiedlu domków jednorodzinnych. Szary, z lekka nijaki, kilkupiętrowy "klocek polski". Skromne mieszkanko na parterze. Zawalone książkami, różnymi, przykurzonymi pamiątkami, makatkami. Ściany obwieszone zdjęciami i obrazami.
Zwykły stół, przykryty zwykłym obrusem. Za stołem niewielki staruszek w jakby za dużym swetrze. Pali papierosa za papierosem.
Edelman nie był łatwym człowiekiem. Szybko się irytował, nie liczył się z konwenansami. Nie miał cierpliwości by odpowiadać na pytania, które wydawały mu się błahe lub wręcz głupie.
Moja towarzyszka nie zwykła na co dzień tracić rezonu. Tym razem jednak onieśmielona, zaczęła, z lekka jąkając się, zawile tłumaczyć o co nam chodzi.
Edelman przerwał jej, wyraźnie zniecierpliwiony, ruchem ręki. "Dziecko, przestań kłapać, chcesz nagrywać, to nagrywaj".
Wywiad, jak wywiad. To był czas prezesa telewizji Farfała, budowy pomnika Dmowskiego w Warszawie, świeżo przebranych w dobre garnitury dzielnych młodzieńców, zamawiających pięć piw jednym ruchem ręki.
Edelman strasznie się tym martwił, mówił "nie spodziewałem się, że w wolnej Polsce odradzać się zacznie coś takiego..." Podkreślał jak istotne jest by pamiętać o historii, widzieć róźne dzisiejsze wydarzenia we właściwym kontekście.
Na koniec dodał, we właściwym sobie stylu: "no cóż, nie mam co gadać. Życie trzeba brać takimi, jakim jest."
Gdybym powiedział, że było miło, to bym skłamał. Przy zadawaniu każdego pytania zastanawiałem się czy Edelman wyrzuci nas drzwiami, czy oknem. Rozchmurzył się na chwilę po wywiadzie. Zainteresowała go kamera. Malutka, w ówczesnym czasie piekielnie droga kamera HDV z matrycą 3CCD. Oglądał ją z fascynacją małego chłopca.
Nie dowiedzieliśmy się niczego, czego nie dało by się przeczytać w licznych wywiadach, znaleźć w poświęconych Edelmanowi książkach. Ale dla mnie to było bardzo ważne spotkanie.
Zobaczyłem jak bardzo zwyczajnym człowiekiem jest jeden z najważniejszych autorytetów mojej młodości.
Zrozumiałem to, co mówili ludzie, którzy mieli okazję się z nim spotkać w getcie. Że przy Edelmanie czuli się bezpiecznie.
Zdałem sobie sprawę, że obdarzony jest niezwykłym darem - hipnotyczną wręcz charyzmą. Ludzie tak obdarowani zostają wodzami, głowami państw.
Edelman został kardiologiem.
*
Pan yaco napisał, że będzie nam trudniej. Zgadzam się całkowicie. I nie tylko z powodu niezakończonego wciąż "dialogu polsko-żydowskiego".
Często w kontekście Edelmana pada słowo "strażnik". Strażnik czego? Grobów? Nie sądzę.
Był strażnikiem pamięci o ludzkim wymiarze Powstania w getcie i wojny jako takiej w ogóle
Bez tego "ludzkiego wymiaru" łatwo jest zapomnieć, zamknąć niewyobrażalną tragedię mojego rodzinnego miasta w kilku komiksowych, bohaterskich obrazkach.
A takie komiksowe obrazki świetnie się nadają do różnych politycznych manipulacji.
Był strażnikiem zamordowanej tradycji przedwojennej, bundowskiej, niekomunistycznej lewicy.
Jeśli Edelman mówił - moimi idolami byli przed wojną ludzie z Schutzbundu, to chciałbym wiedzieć, kto dziś w Polsce, prócz kilku historyków rozumie o co chodzi...
A nam potrzebna jest odbudowa prawdziwej lewicy. I prawdziwej prawicy. Tak by w kraju pełnym różnych "Ryśków", miłośników mercedesów z firankami i politycznych koalicjantów gwałcicieli, ci, którzy są u władzy, choć trochę zaczęli na poważnie kierować się wartościami.
Niezależnie od tego czy są to wartości chrześcijańskie, czy tradycja rewolucji 1905 roku.
Edelman był żywym przykładem właśnie takiego poważnego traktowania wartości. Jego "bundowska formacja" widoczna była w całej drodze życiowej. W getcie. W szpitalu przy łóżkach chorych. W Solidarności lat 80.
Był strażnikiem sumienia.
W życiu osobistym dla przyjaciół, którzy przychodzli do niego po radę w ciężkich chwilach, w społecznym jako "swój inny", przedstawiciel nieistniejącej mniejszości, ten który potrafił ostro czasami mówić o tym co mu się nie podoba. Patrząc na kraj z nieco innej perspektywy niż statystyczny Polak - katolik.
*
Pan yayco napisał także, że "łatwiejsze będzie opowiadanie bajęd". I znowu się zgodzę. I znowu dodam, że nie tylko w kontekście "dialogu polsko - żydowskiego"...
Wczoraj wieczorem usłyszałem w TVN24 Piotra Kadlcika, przewodniczącego Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce. Pan Kadlcik powiedział coś w stylu:
"Marek Edelman był Żydem, dumnym ze swej żydowskości. Twardo też wypowiadał się na temat terroryzmu palestyńskiego".
Pan Kadlicik pominął, że równie twardo Edelman wypowiadał się na temat syjonizmu. Że w Izraelu jest świadomie i z premedytacją zapomniany,
Różni będą różne bajędy wygadywać.
Będzie trudniej. Wszystkim. Polakom, polskim Żydom i Żydom w ogóle, niezależnie od tego gdzie mieszkają.
Bernard Kouchner - współzałożyciel organizacji charytatywnych Lekarze bez Granic i Lekarze Świata, obecny minister spraw zagranicznych Francji, wręczając rok temu Edelmanowi Legię Honorową powiedział:
Niczego w mojej krótkiej karierze politycznej nie zrobiłem ważniejszego. Ważniejszego człowieka dla mnie nie ma. Wielu chciałoby być do niego podobnych, przynajmniej ja chciałbym być do niego podobny
*
"no cóż, nie mam co gadać. Życie trzeba brać takimi, jakim jest."
Showing posts with label Warszawa. Show all posts
Showing posts with label Warszawa. Show all posts
Friday, October 23, 2009
Subscribe to:
Posts (Atom)
