Friday, March 27, 2009

Aleja Syrenki i Wyspa Królików (1)

Tego lata mój stary załatwił mi mieszkanie.

Mieszkanie należało do znajomego znajomego. Od dawna stało puste.

Ów znajomy znajomego przyjechał do Miasta z małego miasteczka. Mieszkał samotnie, bojąc się otaczającego go wielkiego, obcego świata. Ciężko pracował, ciułał grosz do grosza i prawie wszystko wysyłał do domu. W jego miasteczku w tamtych czasach to jeszcze były ogromne pieniądze. Pewnego dnia znajomy znajomego podzielił los wielu rodaków. Spadł z rusztowania i złamał kręgosłup.

Sprytni prawnicy, jakich pełno podówczas było w gazetowych ogłoszeniach ( "miałeś wypadek - zgłoś się do nas!" ) załatwili mu koło stu tysięcy w ramach odszkodowania i znajomy znajomego wrócił do siebie, dożyć swych dni w miejscu, które nie napełniało go lękiem i tęsknotą.

A mnie dostało się jego mieszkanie...

Całe wypełnione smutnymi, zakurzonymi gratami. Sztucznymi kwiatkami, kiczowatymi okrętami, płynącymi po kiczowatych morzach do nowego świata, popsutą przedpotopową elektroniką i poprutymi misiami - przytulankami, które wyglądały jakby poniosły nagłą śmierć w jakiejś potyczce na dzikich polach. Rozniesione na szablach przez oszalałych kozaków.

Drugiego dnia nie wytrzymałem i zacząłem znosić te wszystkie przedmioty, niemych świadków beznadziei, do osiedlowego śmietnika.
Pierwszy wylądował w kuble popsuty telewizor. Wróciłem na górę po plastikową palemkę i płynące przez tekturowe morze okręty Kolumba.

W tym czasie o telewizor, pamiętający, podejrzewam, pierwsze lądowanie na księżycu, rozgorzała prawdziwa bitwa między bezdomnymi mieszkańcami Alei Syrenki.

Bardzo niedobrze. Nie powinienem zwracać na siebie uwagi. Co prawda sąsiadka z przeciwka miała naklejone na drzwiach że "Chrystus kocha nas wszystkich", ale zostałem ostrzeżony, że do zakresu chrześcijańskich powinności zalicza również regularne meldunki składane Miastu z tego co dzieje się w naszym budynku.

A Miastu mógłby się nie spodobać taki nie do końca legalny lokator. Bo Miasto sporo pieniędzy łożyło na wieżowce, w których mieszkaliśmy, eufemistycznie nazywane "projektami".

Szkoda by było takiego mieszkania - dwupoziomowe, z salonem i kuchnią na pierwszym poziomie i trzema sypialniami na drugim. Duże okna wychodzące na wschód i zachód - czyli na ocean z jednej i wpadającą do niego rzekę z drugiej strony... oraz błyszczące w oddali, za rzeką, właściwe Miasto...




Miejsce, przez które biegnie Aleja Syrenki nazywane jest Wyspą Królików. Kiedyś, dawno temu, to rzeczywiście była wyspa . Ale po wielkiej, bratobójczej wojnie jaka przetoczyła się przez kraj, mieszkańcy wyspy wpadli na prosty pomysł.
W ciągu kilku lat zasypali strumyki oddzielające ich od stałego lądu. A raczej od tego, co mogło im się stałym lądem wydawać, a jest kolejną, gigantyczną wyspą...

(c.d.n.)

No comments: